Jaka jest różnica między windykatorem, a komornikiem?

22 maja 2008

Kiedy przychodzi do dłużnika windykator czy też komornik, dłużnik czuje się wtedy bardzo sfrustrowany tą sytuacją. Zresztą każdy przeżywa frustracje, do kogo przychodzi ktokolwiek inny, kto chce wyegzekwować od niego pieniądze – zaległości (np. sam wierzyciel we własnej osobie). Na pierwsze pytanie: czy tylko komornik może egzekwować wszelkie zaległości? Odpowiedź brzmi jednoznacznie NIE.

Jestem częstym bywalcem wszelkich for, na których często spotykam się z oburzeniem wśród niektórych forumowiczów, że w taki czy inny sposób potraktował ich windykator czy komornik. Padają wtedy wręcz obraźliwe słowa pod adresem tych dwóch instytucji, a szczególnie pod adresem windykatorów. Często padają też pytania, a nawet gotowe już stwierdzenia, że działanie windykatora jest bezprawne, kto mu dał prawo do takiego czy innego postępowania?, że przed windykatorem można zatrzasnąć drzwi, bo on nic nie może, a do ściągania pieniędzy jest tylko uprawniony komornik i tylko jemu możemy cokolwiek zapłacić.

Muszę niestety stwierdzić, że jest to myślenie bardzo „płytkie”. Świadczy o bardzo małej wiedzy w tym temacie każdego wypowiadającego się w ten sposób. Cechuje go też bardzo mała wyobraźnia. Próbowałem nawet kiedyś komuś tłumaczyć różnicę między komornikiem, a windykatorem. Czym tak naprawdę różni się egzekucja komornicza od windykacyjnej, ale niestety ten ktoś był święcie przekonany do swoich racji i nie przyjmował żadnych tłumaczeń. A szkoda… .

Zanim jednak napiszę o różnicach tych dwóch egzekutorów to należałoby napisać o tym, co ich łączy.
Najpierw jednak wspomnę o podstawach prawnych, które pozwalają im działać. Otóż pierwszą „świętością” dla komornika jest USTAWA z dnia 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji (Dz.U.z dnia 29 października 1997 r.). Już w art. 1 ustawy, w rozdziale 1 przepisów ogólnych mowa jest o tym, kim jest komornik. Zacytuję tu krótką treść tego artykułu „Komornik sądowy, zwany dalej ””komornikiem””, jest funkcjonariuszem publicznym działającym przy sądzie rejonowym”. Przepisami wspomagającymi egzekucję komorniczą są na pewno przepisy kodeksu postępowania cywilnego. Jeśli natomiast chodzi o windykatora to w zasadzie nie istnieje (a przynajmniej do niej nie dotarłem) jakiekolwiek wytłumaczenie słowa „windykator”. Wiadomo tylko, że windykacja jest to odzyskiwanie należności niespłaconych, prawem dozwolone. A więc w sposób, na jaki pozwala mu prawo. Rzecz jasna, tego prawa nie może w żadnym wypadku przekroczyć. Nie można absolutnie uciekać się do przemocy fizycznej, zastraszeń, szantażu itp.

Przepisami wspomagającymi działania windykatora są na pewno przepisy kodeksu postępowania cywilnego, kodeks administracyjny, kodeks rodzinno-opiekuńczy, prawo upadłościowe itp. Dalsze wymienianie nie ma tutaj jakby większego sensu. Stosuje się, bowiem przepisy prawne, które akurat można w danej sytuacji wykorzystać (jasno wynika z tego, że konieczna jest przynajmniej pobieżna znajomość niektórych przepisów prawa). W dbałości o rzetelność wykonywanej przeze mnie pracy windykatora, zajmowałem się oprócz tego wszystkimi aspektami psychologicznymi – szczególnie zachowania człowieka w trudnych sytuacjach. Ponadto interesowałem się po trochu wszystkim tym, czym interesował się „mój” dłużnik: branżą przemysłu, w której pracował, życiem społecznym, polityką. A wszystko to po to, aby móc z dłużnikiem najpierw porozmawiać na tematy, które go interesowały (wtedy puszczały pierwsze emocje), aby - zanim przejdę do czynności windykacyjnych - zaskarbić sobie jego przychylność, zdobyć zaufanie.

Istnieją jednak pewne elementy, które łączą windykatora i komornika. Otóż pierwszym i chyba najważniejszym elementem jest to, że pracują oni na zlecenie wierzyciela. To właśnie wierzyciel jest ich pracodawcą. Tak, więc zarówno komornik jak i windykator robi to, co zleca mu aktualnie wierzyciel. Oboje też mają pewne obowiązki wobec wierzyciela. Ale tak naprawdę ich praca wykonywana jest jakby pod dyktando wierzyciela. A zatem ich głównym, a wręcz naczelnym celem jest odzyskanie należności czy to pieniężnych czy niepieniężnych, (bo i takimi zajmuje się zarówno komornik jak i windykator). Należy w tym miejscu dodać, że w zasadzie to windykator ma bardziej utrudnione zadanie (nie chcę być w tym miejscu stronniczy). Stoją przed nim dwa cele. Na pewno ma odzyskać zaległości (to nie ulega żadnej wątpliwości – tak samo jak i przed komornikiem) i drugi cel to utrzymać mimo wszystko poprawne stosunki z kontrahentem (a to już trudniejsza część zadania). W przypadku egzekucji komorniczej nie jest to chyba zbyt możliwe. Jeśli wierzyciel zdecyduje się oddać sprawę do komornika, czyli jakby nie było, wejść na drogę sądową to o ponownej współpracy – po zakończonej egzekucji - można zapomnieć.

Windykator to po prostu osoba, która egzekwuje należności niespłacone w granicach prawa na wyraźne zlecenie wierzyciela. To osoba będąca pełnomocnikiem wierzyciela. Jestem zdania, że każdy windykator powinien zawsze posiadać przy sobie pełnomocnictwo od wierzyciela i okazywać je na wyraźne żądanie dłużnika. Kiedy pracowałem dla jednej z firm finansowych o zasięgu ogólnokrajowym to wszyscy windykatorzy wyposażeni byli w legitymacje ze zdjęciem. Zawsze tę legitymację byłem zobowiązany posiadać przy sobie podczas wykonywanych przeze mnie czynności windykacyjnych. Okazywałem się nią każdorazowo, zanim zacząłem rozmowy z dłużnikiem. Zauważyłem, że powodowało to między innymi u dłużnika poczucie respektu przed moją osobą i już na samym początku ułatwiało mi to z nim rozmowy. Ponadto zachodziła pełna jasność, kim właściwie jestem i dla kogo pracuję.

Już od początku prowadzenia egzekucji rysuje się kolejna różnica. Otóż każdy z nich ma różne narzędzia, którymi może posługiwać się podczas egzekucji np. pieniężnej (dla ułatwienia pokazania różnicy przyjąłem, że będziemy mówić o egzekucji należności pieniężnych). Przede wszystkim – i to jest bardzo ważne – komornik pracuje (czy też egzekwuje pieniądze – jak kto woli) z nakazem sądowym w ręku. Warto w tym miejscu dodać, że od windykatora (dobrego windykatora) wymagane są między innymi umiejętności detektywistyczne nie wspominając o wszelakiej wiedzy prawnej, społecznej, negocjacyjnej, a nawet psychologicznej. Oczywiście w obu przypadkach wierzyciel powinien wskazać czy to komornikowi czy windykatorowi, majątek dłużnika, z którego będzie się zaspokajał. Nie ma on jednak takiego obowiązku absolutnie w żadnym rodzaju przeprowadzanej egzekucji (no, może tylko wtedy, gdy egzekucja komornicza odbywa się z urzędu - art. 797 kpc). Komornik działa tylko i wyłącznie zawsze na wniosek wierzyciela. Jeśli na przykład we wniosku egzekucyjnym zostanie wskazana przez wierzyciela tylko nieruchomość, to komornik nie może prowadzić egzekucji z ruchomości i nieruchomości jednocześnie. W praktyce wygląda to tak, że z reguły wierzyciel wskazuje wiadomą mu nieruchomość i ruchomość, a komornik dokonuje ich zajęcia. Nie wykracza więc poza treść wniosku. Komornik ma w zasadzie obowiązek poszukiwania majątku do zajęcia tylko w sprawach alimentacyjnych.

Windykator natomiast działa, a przynajmniej powinien działać, jak wspomniany przeze mnie wcześniej detektyw. Wierzyciel zwykle wskaże mu pewne ruchomości i nieruchomości do zaspokojenia się, ale nie o wszystkich zwykle wie. Zadaniem windykatora jest odnalezienie innych jeszcze nie znanych wierzycielowi składników majątkowych. Być może ten fakt, że windykator musi „wsadzić” wszędzie swój nos powoduje zdenerwowanie u ludzi. Bo kto lubi jak ktoś wsadza nos w nie swoje sprawy, albo w sprawy, które chce ukryć.

Przy okazji należy jasno stwierdzić, że wierzyciel w obu przypadkach powinien wspierać prowadzoną egzekucję (mowa o egzekucji komorniczej i windykacyjnej). To przecież na zlecenie wierzyciela prowadzona jest egzekucja i przede wszystkim dla jego dobra. Oczywiście zarówno komornik jak i windykator otrzymają za to wynagrodzenie, chociażby w postaci kosztów egzekucyjnych. Niewątpliwie ten element także ich łączy. Choć nie zawsze. Windykator będący pracownikiem firmy, której dłużnik jest winny pieniądze nie powinien doliczać kosztów windykacyjnych, ponieważ i tak otrzyma wynagrodzenie za pracę wynikającą z zatrudnienia go w tej firmie. Zwykle powinny być liczone ustawowe odsetki karne. Komornik jest na tzw. swoim rozrachunku i zawsze nawet te minimalne koszty doliczy.

Ponadto uważam, że windykacja to egzekwowanie należności, polegające przynajmniej w 80% całej pracy windykatora na negocjacji z dłużnikiem. Pozostałe 20% to zastosowane sankcje wobec „upartego” dłużnika. Windykator ma też tą przewagę nad komornikiem, że oddaniem sprawy do egzekucji komorniczej może posługiwać się w ostateczności, jako pewnego rodzaju sankcją wobec dłużnika. Słowo „komornik” jeszcze na wielu działa (i dobrze). Niestety tak jak już wspomniałem, o powtórnej współpracy z takim partnerem raczej nie będzie już mowy. Istnieje też możliwość, (którą byłem zmuszony czasem stosować) to oddanie sprawy do komornika, tylko po to, aby mógł on wydać orzeczenie o egzekucji bezskutecznej. Wtedy firma, dla której pracowałem miała szansę na odzyskanie przynajmniej części pieniędzy w postaci zwrotu podatku.

Zawsze w swej pracy windykatora starałem się dogadać z dłużnikiem, sprawdzając najpierw, co jest przyczyną niepłacenia. Byłem i jestem nadal zwolennikiem windykacji „miękkiej”. Moi koledzy po fachu wybierali przeważnie windykację „twardą”. Pewien mój znajomy nosił nawet na szelkach broń gazową i w trakcie rozmowy z dłużnikiem dyskretnie dawał mu znać, że jest uzbrojony. Ja natomiast byłem zawsze zwolennikiem bardziej inteligentniejszego podejścia i na wyniki nie mogę narzekać. Bywało tak, że nawet pomagałem dłużnikowi spłacić swój dług (ten przypadek opisałem w swoim pierwszym artykule pt. Czy windykowany dłużnik może być wdzięczny windykatorowi?).

Istotą pracy windykatora są negocjacje. Pojawiające się ogłoszenia o pracę mówią, że jakaś tam firma, bank zatrudni negocjatorów terenowych. Chodzi tu niewątpliwie o windykatorów. Rozumiem, że sam wyraz „windykator” może budzić pewien lęk czy niechęć zarówno u osób zatrudniających takich ludzi jak i u dłużników. To jest wynik nieprawidłowo wykonywanego zawodu windykatora. Słyszałem też, że jest to najstarszy zawód świata po tzw. nierządzie, a geneza jego powstania sięga Sycylii. Coś w tym pewnie jest. Przecież ludzie pożyczali sobie nawzajem pieniądze odkąd wymyślili je Fenicjanie. W udzielanych przeze mnie poradach, w prowadzonych szkoleniach zawsze mówię, że stawiam na negocjacje, jako skuteczny środek odzyskiwania pieniędzy. No cóż, jeśli coś nie wychodzi to należy popracować nad technikami windykacyjnymi.

Inną sprawą jest brak opracowań, podręczników mówiących o etyce zawodu jakim jest windykator. Pogoń za wysoką prowizją od wyegzekwowanych pieniędzy powoduje, że szczególnie młodzi windykatorzy zapominają właśnie o czymś takim jak etyka zawodu. Wtedy pojawiają się komentarze na temat windykatorów, że to zupełne bezmózgowia, nie znający się ani trochę na prawie, a ostatnio przeczytałem w książce Jarosława Holwek „Negocjacje z dłużnikami”, że nazywani są też ludźmi typu ABS to jest Absolutny Brak Szyi.

Kochani windykatorzy zmieńmy to myślenie o nas. Przecież nie zasługujemy na takie opinie. Czytajcie wszystko to co pomoże Wam w pracy. Mogę Was zapewnić, że to działa.


Jarosław Ciesielski :: www.jarekciesielski.pl

Czy windykowany dłużnik może być wdzięczny windykatorowi?

22 maja 2008

Nie chodzi tu bynajmniej o to, aby dłużnik z radości wieszał się na szyi windykatorowi. Jestem wręcz pewny i to wiedzą wszyscy (a przynajmniej powinni wiedzieć), że profesjonalnie przeprowadzone działania windykacyjne i do tego jeszcze przez osobę kompetentną, znającą się na robocie mogą przynieść zaskakujące wyniki.

Wiem oczywiście, że obraz windykatora każdy z nas ma wyrobiony. Niestety to obraz przedstawiający zwykle grupę np. czterech mężczyzn z ogolonymi głowami i z kijami bejzbolowymi.

To absolutnie nie ma nic wspólnego z windykacją. Zdecydowanie odcinam się od tego. To po prostu są kryminaliści i do tego stawiają prawdziwych windykatorów w niekorzystnym świetle.
Windykacja to przede wszystkim NEGOCJACJE z dłużnikiem. Tak więc, aby zostać windykatorem, należy posiadać wiele umiejętności i to w różnych dziedzinach. Myślę tu oczywiście o tych, którzy chcą skutecznie windykować, a tym samym odnosić sukcesy.

Jestem z wykształcenia bankowcem, ale w sposób szczególny wyspecjalizowałem się w windykacji, czyli w egzekwowaniu należności pieniężnych. Byłem do tego zmuszony niejako sytuacją. Bank, w którym pracowałem zaczął tracić płynność finansową i w związku z tym zostałem oddelegowany ze stanowiska inspektora ds. kredytów na szefa działu windykacji. Jak się później okazało, kroki naprawcze podjęte przez dyrekcję banku były podjęte zbyt późno i w efekcie bank ogłosił upadłość.
Zanim jednak to nastąpiło ja miałem do wykonania określone i bardzo konkretne zadania.

Dodam, że absolutnie nie było wtedy żadnej publikacji na temat windykacji. Jedyną literaturą, z której korzystałem to kilka ustaw i “suche” instrukcje służbowe w zasadzie mówiące o niczym. Tak naprawdę to niewielu przedsiębiorców, a nawet bankowców wiedziało, co znaczy słowo “windykacja” i z czym to się je.

Jedno z pierwszych zadań, które otrzymałem, to wyegzekwowanie zaległych rat od pewnego rolnika – kredytobiorcę banku, specjalizującego się głównie w uprawie zbóż. Z natury jestem spokojny i tak uzbrojony w cierpliwość wszedłem na teren jego gospodarstwa. Rozejrzałem się dookoła. Gospodarstwo było zadbane. Na progu domu przywitała mnie gospodyni. Poinformowała mnie, że jej mąż jest na polu. Wskazała ręką, w którym kierunku mam iść i udałem się tam.

Dłużnik był spokojny. Wytłumaczył mi, na czym polega jego problem. Otóż nie powoływał się na jakieś klęski żywiołowe (bo i na takie wymówki się napotykałem, choć wcale ich nie było), ale okazało się niestety, że jego zboże nie odpowiadało normom, pozwalającym przyjąć je do skupu za uczciwą cenę. Nasza rozmowa trwała jeszcze jakiś czas. Uważnie słuchałem go i jednocześnie obserwowałem. Był oczywiście zdenerwowany, ale opanowany. Powiedziałem, co mu może grozić za niepłacenie. Jedyne, co mi wtedy przychodziło do głowy to oddanie sprawy do komornika.

Czułem, że to jednak nie jest rozwiązanie. Wiedziałem, że dłużnik ma wolę spłaty długu (a to się liczy), ale coś go hamuje (oczywiście brak pieniędzy).
Musiałem wykazać więcej inicjatywy. Skoro dłużnik ma towar do sprzedania, który „załatwiłby” spłatę długu wraz z odsetkami, ale nie ma na niego zbytu, więc trzeba mu w tym pomóc. W ten sposób istniało duże prawdopodobieństwo, że windykacja może okazać się skuteczna. Uruchomiłem kontakty, zawiozłem – pobrane wcześniej – próbki zboża do kilku innych skupów, rozejrzałem się po okolicy. I wreszcie udało się. Znalazłem hodowcę gęsi, który potrzebował dużej ilości ziarna do karmienia swojego stada. W tym momencie przydały się moje – wcześniej nabyte i jak się okazało ukryte – umiejętności negocjacyjne. Wynegocjonowałem bowiem bardzo dobre warunki finansowe dla obu stron. Powiadomiłem o tym dłużnika. Bardzo ucieszył się i zdziwił, że zaledwie 30 kilometrów od niego odnalazłem kogoś, kto potrzebuje akurat takiego zboża, jakie on ma. Na drugi dzień transakcja została sfinalizowana. Mój dłużnik dostarczył mu na miejsce ziarno, a ja dopilnowałem, aby pieniądze z transakcji były przeznaczone niemal w całości na spłatę długu. Okazało się też, iż pojawił się jeszcze inny hodowca gęsi chętny do podpisania umowy kontraktacyjnej na kilku sezonową dostawę zboża. Nie muszę chyba pisać jak bardzo wdzięczny był – już były – dłużnik. Ja sam zdobyłem uznanie dyrekcji banku (już w upadłości) i wśród swoich kolegów i koleżanek z pracy.
Od tej chwili postanowiłem, że wyspecjalizuję się w windykacji. Czytałem wszelkie książki prawnicze dotyczące egzekucji sądowej, administracyjnej, kodeksy, ustawy, przydatne podczas egzekucji należności pieniężnych. Moje zainteresowania poszły jeszcze dalej. A mianowicie zacząłem się interesować psychologią społeczną. Interesowały mnie wszelkie aspekty psychologiczne zachowań człowieka szczególnie znajdującego się w trudnych sytuacjach. Niestety wtedy dostępność do literatury na ten temat była mocno ograniczona. Dziś odnalazłem wręcz skarbnicę wiedzy na temat psychologii, manipulacji i psychomanipulacji. Więcej informacji na ich temat można znaleźć klikając na te linki: http://manipulacja.zlotemysli.pl/jc081065.php i http://psychologia-manipulacja.zlotemysli.pl/081065.php .Zachęcam do ich lektury wszystkich tych, którzy są też zainteresowani odniesieniem sukcesów zawodowych nie tylko jako windykator, ale również jako sprzedawcy, managerowie, biznesmeni.

I tak niemożliwe stało się całkiem realne.


Jarosław Ciesielski :: www.jarekciesielski.pl

Jak pozyskać kapitał na rozkręcenie biznesu? Znajdź Anioła!

21 maja 2008

Gdzie po kapitał?

Mamy już gotowy biznes plan, zebrany odpowiedni zespół ludzi i wystarczająco dużo wiary i siły, aby otworzyć własną firmę i zacząć realizować projekt ale niestety brakuje nam odpowiednich środków… I co można zrobić w takim wypadku?

W zależności od kwoty na początku możemy próbować pożyczyć pieniądze od rodziny i znajomych lub zaciągnąć kredyt w banku; jednak banki niechętnie pożyczają pieniądze szczególnie nowym firmom, a rodzina i znajomi też nie zawsze chcą lub mogą pomóc, gdyż ryzyko porażki i straty oszczędności może być duże.

Niestety nie ma inwestycji bez ryzyka. Istnieje jednak specyficzna grupa ludzi, która wypełnia lukę w systemach finansowania nowych przedsięwzięć.

Szukając Aniołów…

Szacuje się, że na całym świecie jest ich kilkaset tysięcy… W USA 400 tysięcy, w Wielkiej Brytanii około 18 tysięcy, a w Polsce eksperci zakładają, że jest 10 tysięcy osób, które mogą nimi zostać.

O kim mowa?

O ludziach, którzy są pozytywnie nastawieni do życia, którzy mogą i chcą się podzielić kawałkiem swojego sukcesu, aby stać się fundamentem kolejnego… mowa o Aniołach Biznesu.

Kim są Aniołowie Biznesu?

Aniołowie Biznesu to przeważnie osoby prywatne inwestujące w przedsięwzięcia gospodarcze. To m.in. biznesmeni, gracze giełdowi, prawnicy, architekci oraz managerowie różnego stopnia szukający możliwości zainwestowania swoich pieniędzy najczęściej w nowe pokolenie przedsiębiorców.

Lokują swoje nadwyżki finansowe w dobrze zapowiadające się firmy, które dzięki zasileniu kapitałem mogą rozwinąć skrzydła. To także firmy wspomagające inne firmy według starej zasady „to co ofiarujesz trzykrotnie wróci do Ciebie”.

Zjawisko inwestowania osób prywatnych w powstające przedsiębiorstwa istnieje od dawna. Niektórzy mówią wręcz, że z polskimi Aniołami Biznesu mamy do czynienia już od początków lat 90. W Polsce termin Anioł Biznesu zyskuje coraz większą popularność, mimo to jest nadal mało znany.

Na arenie globalnej instytucja Aniołów Biznesu jest znana i doceniana. USA jest rajem dla przedsiębiorczych osób; w Europie Wielka Brytania jest szczególnym miejscem jednoczących kilkanaście tysięcy Aniołów, którzy rocznie inwestują około 500 milionów funtów w ponad 3000 firm.

Inwestycje dokonywane przez Aniołów Biznesu, (którzy często chcą zachować anonimowość) są okryte tajemnicą. Istnieją oczywiście projekty udanych inwestycji AB podane do wiadomości publicznej. Najwięcej inwestycji charakterystycznych dla AB pochodzi z USA, które jak wspomniałem są prawdziwym rajem dla przedsiębiorców.

Z pomocy Aniołów skorzystał już ponad 100 lat temu już Henry Ford, dzięki AB skrzydła rozwinęła firma Jaffa Bezos’a (Amazon.com) w którą Thomas Albert zainwestował 100 tys. dolarów i otrzymał zwrot w wysokości około 26 milionów dolarów, czy ogromny zwrot z inwestycji dokonanej przez anonimowego Anioła Biznesu, który inwestując w Apple Computer 91 tys. dolarów osiągnął zwrot na poziome około 154 milionów USD. W Polsce AB był m.in. Grzegorz Pindur inwestujący w Ozon Media, czy Ryszard Krauze inwestujący w rozwój Bioltonu.

Gdzie ich szukać i czy warto?

Aktualnie w Polsce jest kilkuset Aniołów gotowych zainwestować od 50 do 500 tys. zł w nowe firmy oraz kilkunastu, którzy w jeden projekt gotowi są zainwestować nawet 2 miliony złotych.

Na własną rękę bardzo trudno dotrzeć bezpośrednio do Anioła Biznesu; to osoby prywatne, które często nawet nie chcą się ujawnić. Istnieje jednak kilka możliwości, aby takie „anielskie wsparcie” uzyskać.

Aniołów Biznesu gromadzą wokół siebie stowarzyszenia AB jak Lewiatan Business Angels (www.lba.pl ) czy PolBAN (www.polban.pl ); ich szukaniem zajmuje się również wrocławski MCI Managment (www.mci.pl ).

Aniołów możemy również szukać w serwisach internetowych pośredniczących w prezentacji ogłoszeń inwestycyjnych (np. www.szukam-inwestora.com ) lub w lokalnych Klubach Biznesu.

Więc jeżeli nie najłatwiej jest znaleźć Anioła czy warto próbować? Jak najbardziej TAK!

Jeżeli w dany projekt inwestował AB takiemu projektowi jest łatwiej znaleźć kolejnych inwestorów, Anioł Biznesu zawsze podnosi wiarygodność danego przedsięwzięcia.

Aniołowie Biznesu są inwestorami nieformalnymi, oprócz własnego kapitału wnoszą do firmy wiedzę biznesową oraz udostępniają własne kontakty biznesowe co jest ogromnym atutem, co może bardzo korzystnie wpłynąć na rozwój firmy i przełożyć się bezpośrednio na sukces rynkowy.

Jeżeli masz pomysł na biznes, a nie wiesz skąd pozyskać kapitał na jego realizację polecam Aniołów Biznesu.

Mstar, M&J Dreams


Michał Starzyński, 21 letni prywatny przedsiębiorca, autor m.in. projektów Niebiosa.pli AniolBiznesu.com członek Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości, student UO

Czy na kredycie mieszkaniowym można zarobić?

21 maja 2008

W pierwszej chwili może wydać się to niezrozumiałe. Wszak kredyt wiąże się z wydatkiem, w dodatku znacznym i rozłożonym na długie lata. Dzięki zmianom jakie dokonały się w ofercie kredytów mieszkaniowych oraz posiadanej wiedzy zarobek jest możliwy. I choć wydaje się to dość ryzykownym rozwiązaniem, warto się temu przyjrzeć.

Kto powinien zainteresować się taką propozycją?

Na pewno osoby, które rozważają kupno mieszkania na kredyt ze sporym wkładem własnym lub posiadacze kredytów, którzy mają większą gotówkę i rozważają wcześniejszą spłatę kredytu.

Dlaczego głównie oni?

Ponieważ opłacalność takiej operacji zależy od tego, czy osiągnięta stopa zysku z posiadanego kapitału będzie wyższa, niż koszt kredytu w tym samym okresie.

Jeszcze 5 lat temu trudno było o kredyt mieszkaniowy bez posiadania wkładu własnego. Dziś większość banków daje taką możliwość. I choć wiąże się to zazwyczaj z nieco wyższym oprocentowaniem kredytu niż w przypadku, gdy posiadamy wkład własny, to do klienta przemawia fakt, że całość mieszkania może skredytować.

Co zrobić z wkładem własnym skoro całe mieszkanie możemy skredytować?

Umiejętnie zainwestować, najlepiej w fundusze inwestycyjne. Dają one wyższe stopy zysku niż lokaty terminowe i są bezpieczniejsze niż akcje.

Przed podjęciem decyzji trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką stopę zysku musimy uzyskać aby opłacało się inwestować wolne środki. Przez jaki okres zarobimy tyle, aby spłacić kredyt przed czasem, albo ile musimy zarobić, aby z zysków pokrywać część rat? Na pewno nie należy się sugerować wynikami funduszy z lat poprzednich. Jeśli porównamy zyskowność niektórych funduszy akcyjnych za okres ostatnich 3 lat wyniki mogą wydawać się rewelacyjne. Nikt jednak nie da nam gwarancji podobnych wyników w przyszłości, a przy kredycie mieszkaniowym do sprawy należy podchodzić długoterminowo.

Przykład.

Kupiliśmy mieszkanie i spłacamy miesięcznie 1000 zł.
Pozostało nam 40 000 zł gotówki, którą planowaliśmy wcześniej przeznaczyć na wkład własny.
Zakładając, że owe 40 000 zł leży na lokacie terminowej, przez rok zarobimy 4-5%, czyli ok. 1600 - 2000 zł przed potrąceniem podatku. To niewiele, bo starczy na pokrycie 1,5 raty kredytu.

Mając jednak na uwadze długoletnią perspektywę spłat - 20 lat i dłużej - należy obserwować nadarzające się możliwości i zarabiać znacznie więcej niż wspomniane 4-5%. W okresach hossy na giełdzie inwestować w fundusze akcyjne i zrównoważone. Wówczas w 2-3 lata możemy podwoić nasz kapitał, a później chronić go dzieląc pieniądze do zainwestowania w lokaty i fundusze obligacji.

W rezultacie możemy dojść do tego, że będziemy posiadać np. 80 000 zł.
Trzymając się zysków na poziomie 5% rocznie, otrzymamy 4000 zł.
To 30% sumy jaką wydajemy rocznie na spłatę kredytu.

1000 zł raty x 12 miesięcy daje bowiem 12 000 zł.

Mając 80 000 zł otrzymamy zatem dodatkowy dochód zmniejszający nasze raty.
Możemy z tego korzystać lub nie, ale najważniejsza jest świadomość, że mamy taką możliwość.

Przedstawiona propozycja wymaga z całą pewnością wiedzy na temat rynku finansowego, obserwacji zmian na rynku, rozsądku i wytrwałości. Musimy pamiętać, że celem nie jest maksymalizacja zysków, a jedynie ich optymalizacja wobec panujących warunków. Lepiej nie zarobić niż stracić – to podstawa.

Osoby zwabione wysokimi zyskami z akcji powinny zdać sobie sprawę z ryzyka jakie niesie ze sobą inwestowanie w akcje, zwłaszcza jeśli nie posiadamy odpowiedniej wiedzy i doświadczenia. Na przykład nigdy nie inwestujmy całego kapitału w jednym miejscu.

Wachlarz produktów finansowych jest obecnie tak duży, że każdy znajdzie coś dla siebie. Do wyboru są: lokaty złotowe i walutowe, fundusze inwestycyjne, w tym fundusze parasolowe i fundusze funduszy, akcje oraz monety.

Jak ochronić się przed ryzykiem walutowym?

Główną bolączką posiadaczy kredytów walutowych jest ryzyko kursowe. Każdy wzrost kursu waluty oznacza dla spłacających większe raty. Jednak posiadając wolne środki możemy się przed tym bronić na dwa sposoby:
1. Dokonywać nadpłat do kredytu w okresach niskiego kursu waluty, dzięki czemu zyskamy pewną rezerwę na rachunku kredytu na czas wzrostu kursu.
2. Trzymać waluty obce w okresie, gdy złoty tanieje. Pogorszenie kondycji gospodarczej czy zamieszanie na scenie politycznej mogą wpłynąć na spadek wartości złotego. W tym momencie na atrakcyjności zyskują lokaty walutowe, które choć niżej oprocentowane, dają nam zyski na różnicach kursowych.

Przy starannie dobranych inwestycjach może się okazać, że po 10 latach z 40 000 zł uzyskamy
100 000 zł i będziemy mogli spłacić kredyt przed czasem.

Tomasz Bar

Polskie banki internetowe

20 maja 2008

Czasy, kiedy można było dokonywać operacji bankowych tylko przy tradycyjnym okienku kasowym już dawno minęły.

Banki zdały sobie sprawę z tego, że tradycyjna forma komunikacji z klientami nie zaspokaja ich potrzeb oraz jest dla nich niewygodna. Klienci zazwyczaj musieli poświęcić czas na dotarcie do oddziału banku, potem stać w kolejce, sam bank również ponosił większe koszty obsługi.

Powoli rozwinięto jednak nowe metody dostępu do informacji o rachunkach i dokonywania operacji. Pierwszym pomysłem na poprawienie wygody klienta było użycie do tego celu telefonu - dziś w ofercie informację telefoniczną mają właściwie wszystkie banki. Kolejnym środkiem ku zwiększaniu komfortu realizacji operacji przez klienta stały się bankomaty, początkowo umożliwiające tylko dokonywanie wypłat gotówki z rachunku, później również wpłat oraz dokonywanie przelewów. Obecnie oplatają one świat coraz gęstszą siecią pozwalając na dokonanie tego prawie w każdym miejscu na świecie, przez 24 godziny na dobę. Po bankomatach przyszła kolej na komputery i Internet. W ofercie banków pojawił się tzw. Home Banking, polegający na bezpośredniej komunikacji klienta z bankiem za pośrednictwem modemu, komputera oraz specjalnego oprogramowania.

W końcu pojawiła się bankowość internetowa, która coraz częściej zastępuje i wypiera Home Banking. Zasadnicza różnica między nimi polega na tym, że w pierwszym przypadku użytkownik łączy się przy pomocy specjalnego oprogramowania (często specjalną, dzierżawioną linią) bezpośrednio z serwerem bankowym, podczas gdy w drugim wystarcza popularna przeglądarka internetowa.

Głównym i podstawowym celem bankowości elektronicznej jest zapewnienie dostępu do pieniędzy zgromadzonych na rachunkach klientom - zarówno indywidualnym jak i instytucjonalnym - w prosty i bezpieczny sposób.

Początkowo banki tworzyły witryny internetowe, na których zamieszczały informacje na temat swoich produktów. Wiadomości te nie różniły się od tego, co dostępne było w tradycyjnej, papierowej formie promocji. Później wprowadzono możliwość wypełnienia wniosków o kartę kredytową, kredyty mieszkaniowe, samochodowe, gotówkowe… czy skorzystania z kalkulatora on-line, udostępniały listę oddziałów i bankomatów, pozwalały na kontakt z bankiem za pomocą poczty elektronicznej. Dodatkowo niektóre banki oferowały mini-poradniki i słowniczki pozwalające zapoznać się z nomenklaturą bankową oraz umożliwiające lepsze rozeznanie się w produktach bankowych. Wszystkie te narzędzia mają na celu zbudowanie więzi i skłonienie użytkownika do powrotu na stronę w regularnych odstępach czasu.

Aby utrzymać stałych klientów i pozyskać nowych banki zaczęły oferować pełen dostęp do konta oraz reszty produktów w formie bankowości internetowej. Dodatkowo niektóre banki stworzyły produkty, którymi posługiwać się można jedynie w świecie wirtualnym (karty do dokonywania płatności w Internecie) i które w inny sposób nie mogłyby istnieć.

Krzysztof Węglarz
Banki Online - Zapoznaj się z ofertą polskich banków. Porównaj konta osobiste, karty kredytowe, kredyty mieszkaniowe, gotówkowe itp. Wszystko w jednym miejscu - bez wychodzenia z domu!

Jak skutecznie zacząć inwestować? Zapoznaj się z materiałami zgromadzonymi na stronie e-inwestycje.com

Reklama kontekstowa

20 maja 2008

Ostatnio coraz więcej uwagi poświęca się reklamie kontekstowej. Zapewne spotkałeś się już z określeniami Boksy reklamowe i linki sponsorowane są w prawie każdej ofercie internetowych agencji reklamowych. Ten rodzaj reklamy oferuje bardzo szybką implementację, i bardzo szybkie działanie. Wystarczy się zarejestrować, stworzyć boks, ustawić kampanie, opłacić i już możesz się reklamować na wielu stronach internetowych, stąd też zapewne taka tego popularność.
Gdzie się te reklamy pojawiają?
Boksy i linki sponsorowane wyświetlane są na stronach wyszukiwarek takich jak Google, Onet.pl, WP.pl oraz na prywatnych stronach indywidualnych wydawców reklam. W wyszukiwarkach i katalogach przeważnie pojawiają się po prawej stronie lub jako jeden z pierwszych wyróżnionych kolorem wyników wyszukiwania. Na stronach prywatnych pojawiają się w różnych miejscach, w zależności od indywidualnej decyzji wydawcy, choć największą klikalność prawie zawsze mają te pojawiające się na środku strony lub w miejscu lewego, górnego menu, jak i te imitujące naturalne elementy strony. Więcej informacji o umiejscowieniu reklam możesz znaleźć na przykład na stronie z poradami optymalizacyjnymi dla wydawców Google.
Reklamy kontekstowe możesz prawie zawsze rozpoznać po opisie, przeważnie są podpisane Reklamy Google, Google Ads, BOKSY SPONSOROWANE.
Skąd nazwa “reklama kontekstowa”?
Reklama w tej postaci jest automatycznie dostosowywana do treści strony. W praktyce wygląda to mniej więcej tak, że jak ktoś szuka w wyszukiwarce hasła ebiznes, system reklamy kontekstowej szuka w swoich zasobach boksów, których twórcy zastrzegli, że chcą aby ich reklama pojawiała się pod takim hasłem i wyświetla właśnie te reklamy. Podobnie z prywatnymi stronami na których wyświetlane są boksy reklamowe, system boksów, przypisuje do każdej strony odpowiednie słowa kluczowe, a następnie na ich podstawie dopasowywuje reklamę.
Dzięki kontekstowemu charakterowi, reklama ta daje naprawdę duże możliwości targetowania do docelowego odbiorcy. Na przykład reklamujemy tanie mieszkania w boksach reklamowych, pozwala to nam na dopasowanie wyświetlania reklamy tylko na stronach związanych z mieszkaniami, wynajmem, obrotem nieruchomościami. Czyli innymi słowy pokazujemy potencjalnemu klientowi to czego szukał!
Ile to kosztuje?
W systemach o których mowa w tym artykule, płatność odbywa się za kliknięcie w link, czyli za ilość wejść na dana stronę. Koszt takiego kliknięcia na polskich stronach w polskie reklamy wacha się od kilku groszy do kilku złotych (reklamy po angielsku są zdecydowanie droższe).
Cena za pojedyncze kliknięcie (CPC cost per click) ustalana jest w drodze licytacji. Wyobraź sobie na przykład że pod hasłem ebiznes chce się reklamować 10 reklamodawców, podczas gdy na stronie wydawcy reklamy z takim słowem kluczowym jest miejsce tylko na 3 takie reklamy, zostaną wyświetlone tylko te 3, za które reklamodawca zdecydował się dać najwięcej.
Mało tego w Google AdWords i Onet, licytacja to nie tylko zależność od maksymalnej ceny za kliknięcie, ale również zależność od ilości kliknięć w dany link (CTR click through rate). Jeśli reklama jest bardziej chwytna, ma większą klikalność, oznacza to że mimo mniejszej kwoty za kliknięcie, firma ma większy obrót dzięki niej i częściej ją wyświetla.
Jak zacząć i o czym pamiętać?
Na sam początek proponuję skorzystać z jednego z poniższych systemów dostępnych w polsce. Stworzyć boks, wybrać miejsce, słowa kluczowe na jakie chcesz się reklamować i sprawdzić skuteczność. Google AdWords (szczególnie zalecany jeśli chcesz reklamować produkt poza Polską), Onet Boksy, Boksy reklamowe WP.
Który z nich wybrać docelowo? Proponuję sprawdzić skuteczność każdego z nich i pamiętać, że wszystko jest zależne od treści boksu, czasu wyświetlania, słów kluczowych itd. Obecnie chyba najbardziej popularnym jest Google AdWords.
W systemach tych, jest dostępny panel zarządzania kampaniami reklamowymi, dzięki czemu masz przejrzystość całej kampani i łatwość sprawdzania skuteczności.
Zagrożenia
Wraz z przybyciem tej formy reklamy do Polski pojawiły się też zagrożenia z nią związane. Pierwszym takim zagrożeniem jest specjalne nakłanianie wydawców do klikania w reklamę. Wydawca jest nagradzany za ilość kliknięć w boksy, to też może fałszywie generować kliknięcia, wypadki takie są jednak sporadyczne, firmy dbają o to by zdarzało się to jak najrzadziej, usuwając nieuczciwych wydawców.
Drugim zagrożeniem, jest specjalne klikanie w reklamy (wynajmowanie osób do klikania), przez firmy konkurencyjne. Dzięki czemu generowane są kosztowne, płatne puste wejścia na stronę reklamowaną.

Tomek Urban

Polecamy zapoznać się z materiałami zebranymi na stronie:
e-inwestycje - ebiznes - jak założyć i rozwijać biznes internetowy

Jakimi sposobami można zarobić w e-biznesie, czyli gdzie są pieniądze w internecie?

20 maja 2008

Zarabianie w internecie to temat, który elektryzuje mnóstwo osób. Znaczna większość początkujących e-biznesmenów uważa, że każdy biznes internetowy to sposób na łatwe i szybkie pieniądze. Prawda jest taka, że nie jest to ani sposób na łatwe ani na szybkie wzbogacenie się. E-biznes jak każdy biznes wymaga pracy.

Faktem jest natomiast, że w internecie są pieniądze i można je zarobić. Prawdą jest, że można je zarobić znacznie łatwiej niż w zwykłym biznesie, ponieważ e-biznes praktycznie nie ma kosztów w stosunku do realnej działalności, np. serwisu komputerowego, który musi płacić za lokal, czy za wynagrodzenie pracowników. Co ciekawe biznes internetowy otwiera nowe możliwości zarabiania pieniędzy, przede wszystkim ze względu na całodobową dostępność i nowoczesne technologie. Gdzie w takim razie szukać pieniędzy w internecie? Jakimi sposobami zarobić w e-biznesie?

Najszybciej do głowy przychodzi słowo: reklamy. Pomysł jest prosty. Przygotować serwis internetowy, zamieścić w nim reklamy, zachęcić do jego odwiedzin jak najwięcej osób i liczyć, że będą masowo klikać w umieszczone w nim reklamy. Wydawało się, że to proste, a okazuje się że ten proceder jest znacznie bardziej skomplikowany. Po pierwsze żeby tego rodzaju biznes przynosił jakieś dochody, odwiedzin serwisu muszą być nie tysiące, a setki tysięcy miesięcznie, a najlepiej miliony. Dodatkowo użytkownicy serwisu muszą klikać w reklamy, a nie tylko go oglądać. Sam odpowiedz sobie na pytanie, jak często Ty klikasz na przypadkowe reklamy w internecie? Dla mnie tego rodzaju biznes odpada już w przedbiegach. Trzeba się dużo napracować tak naprawdę nie na swój sukces, a na sukces reklamodawcy i dostać za to marne grosze.

Skoro reklamy odpadają to może sprzedaż za pośrednictwem internetu. To byłby dobry pomysł, ale jak już zapewne dobrze wiesz z artykułu Czym jest e-biznes i dlaczego większość ludzi go nie rozumie?, sprzedaż za pośrednictwem internetu to nie e-biznes. Krótko mówiąc ten typ także odpada.

Przy czym zwracam Twoją uwagę na fakt, że sprzedaż sama w sobie może być jednak dobrym pomysłem, o ile nie będzie sprzedażą za pośrednictwem internetu, ale w internecie. Różnica polega na tym, żeby produkt, który kupuje klient był dla niego dostępny natychmiast, a nie dopiero kiedy otrzyma go pocztą. Może być to pomysł bardzo dobry, jeżeli cały proceder sprzedaży zostanie maksymalnie zautomatyzowany, a system do obsługi serwisu internetowego sprzedającego jakieś produkty będzie w stanie obsłużyć zarówno 10 jak i 100 klientów dziennie. Pozostaje jeszcze tylko odpowiedzieć na pytanie, co sprzedawać w internecie, co nie wymaga dostawy do klienta konwencjonalnymi metodami, a więc w rezultacie, co pozwala na to by klient otrzymywał to natychmiast, kiedy tego potrzebuje. Odpowiedź nasuwa się sama, gdy popatrzy się na możliwości jakie daje internet. Trzeba sprzedawać cokolwiek, co można dostarczyć drogą elektroniczną. Mogą to więc być programy, e-booki w postaci plików PDF, czy inne publikacje elektroniczne. Mogą to być ścieżki dźwiękowe, czy pluginy do popularnych programów. Mogą to być również wszelkiego rodzaju usługi. Tego rodzaju e-biznes to naprawdę dobry pomysł. Przykładów nie trzeba szukać daleko, bo są w polskim internecie. Pierwszy z brzegu to wydawnictwo internetowe ZłoteMysli.pl.

“Content is the KING”

W tym miejscu dochodzimy do prawdopodobnie największego źródła pieniędzy w internecie, czyli zarabiania na płatnym dostępie do zawartości lub usług. Ludzie szukają w internecie informacji. Przede wszystkim wartościowych informacji. Nic nie wskazuje na to, by miało się to w najbliższym czasie zmienić. Tak więc najbardziej oczywisty i prawdopodobnie najlepszy sposób zarabiania w internecie to płatny dostęp do treści. Musisz jednak pamiętać, że w internecie źródeł informacji jest mnóstwo. Jeżeli Twoje nie będzie najwyższej jakości, a będziesz pobierał za dostęp do niego pieniądze, co gorsza składając obietnice bez pokrycia, szybko zniechęcisz użytkowników do siebie, stracisz wiarygodność, a Twój e-biznes prędzej czy później przestanie istnieć.

Zapamiętaj więc bardzo dobrze, w internecie, a przede wszystkim w biznesie internetowym tego rodzaju “content is the KING”, czyli zawartość jest królem. Stwórz źródło wartościowych informacji, do którego klienci będą chętnie wracać, a gwarantuję Ci, że z przyjemnością zapłacą Ci za to co robisz. Pierwszy przykład, jaki przychodzi mi tutaj od razu do głowy, to serwis dla inwestorów, zawierający treści z tematami takimi jak inwestowanie na giełdzie, czy analiza techniczna, czyli StrefaInwestorow.pl. Będąc jego współtwórcą z całą pewnością mogę powiedzieć, że model sprzedawania w internecie dostępu do wartościowej treści sprawdza się znakomicie. Co więcej pozwala robić to, co się lubi najbardziej i do tego po prostu pomagać innym ludziom, w tym przypadku inwestorom giełdowym.

W przypadku płatnego dostępu nie musisz jednak sprzedawać tylko wartościowych informacji, w postaci artykułów. To tylko jedna droga. Możesz umożliwiać dostęp do wartościowych informacji za pomocą usługi. Może to być na przykład serwis zbierający informacje o efektach pozycjonowania i ułatwiający ten proceder, tak jak jest w przypadku serwisu TwojaPozycja.pl. Może to być serwis internetowy, który będzie służył ludziom pomocą w przygotowywaniu internetowych ankiet, jak ma to miejsce w przypadku WebAnkieta.pl. Możesz sprzedawać dostęp do kursów typu e-learning prowadzonych, czy to za pomocą strony WWW, czy za pomocą poczty elektronicznej. Nic nie stoi na przeszkodzie, byś sam wymyślił, do jakiego rodzaju informacji i w jaki sposób dostarczanych będziesz sprzedawał dostęp.

Tylko tyle, ale też aż tyle

Żeby stworzyć tego rodzaju e-biznes trzeba pracy. Tak jak napisałem na początku biznes internetowy to nie sposób na szybkie i łatwe wzbogacenie się. Nie jesteś w stanie stworzyć dobrego serwisu internetowego w ciągu kilku godzin. Nie staniesz się ekspertem w swojej dziedzinie w ciągu kilku dni, by potem móc pisać ciekawe artykuły i pobierać opłatę za dostęp do nich. To wszystko wymaga czasu, determinacji i mnóstwa zaangażowania. A do zaangażowania potrzebna jest pasja. To jednak temat na odrębny artykuł.

Kilka słów o programach partnerskich

Na koniec pragnę zwrócić Twoją uwagę na jeszcze jeden sposób prowadzenia biznesu internetowego. Sposób, który można uplasować pomiędzy reklamami, a płatnym dostępem do zawartości czy usług. Ten sposób to uczestnictwo w programach partnerskich. Jest to w pewien sposób zbliżone do reklam. Żeby zarobić pieniądze musisz przyczynić się do sprzedaży czyjegoś produktu poprzez jego aktywne promowanie. Jest to jednak sposób znacznie lepszy od reklam po pierwsze dlatego, że promowanie produktu, czy usług nie musi być nachalne. Możesz po prostu w ramach swojego serwisu, na przykład o psychologii, promować e-booki na ten temat dostępne we wspomnianym już wydawnictwie ZłoteMysli.pl. Po drugie w programach partnerskich Twoje zarobki z promocji mogą być znacznie większe. Promując na przykład e-booki ZłoteMysli.pl można zarobić nawet do 50% ich wartości. Trzeba tylko robić to umiejętnie i nie poprzez nachalne reklamy. Możesz o tym poczytać więcej na przykład w serwisie SkutecznyPartner.pl, gdzie znajdziesz także katalog programów partnerskich. Programy partnerskie to jednak z drugiej strony znacznie bardziej ograniczony sposób na zarabianie w internecie, niż prowadzenie serwisu z płatnym dostępem. No cóż, coś za coś. Działając jako partner nie musisz przygotowywać ani produktów, ani usług, ale musisz je jedynie efektywnie sprzedawać.

Podsumowując, jeśli się dobrze zastanowić po przeczytaniu tego, co zostało dotychczas napisane, można dojść do słusznego wniosku, że zarabianie w internecie jest proste. To fakt, e-biznes jest prosty. Jak sam widzisz modele prowadzenia biznesu internetowego nie są zbyt skomplikowane, a ten najskuteczniejszy, czyli prowadzenie serwisu z płatnym dostępem, jest dziecinnie prosty. E-biznes nie jest jednak łatwy. Wymaga pracy, zaangażowania i determinacji. Warto jednak się przyłożyć, bo możliwości rozwoju, a co za tym idzie wzrostu zysków są ogromne.

Janusz Maruszewski
podstawyebiznesu.pl - Biznes Internetowy od Podstaw
StrefaInwestorow.pl - Analiza Techniczna - Praktycznie o Inwestowaniu

Artykuł dostępny także na stronie:
e-inwestycje - gdzie są pieniądze w internecie
e-inwestycje - ebiznes - jak założyć i rozwijać dochodowy biznes w internecie

Witamy

18 maja 2008

Miło nam powitać na blogu Biznesnet.info

Poprzez publikację wiadomości dotyczących zarówno finansów, ekonomii oraz gospodarki, chcielibyśmy przybliżyć państwu skomplikowany świat finansów i ekonomii, procesy w nim zachodzące oraz aktualne trendy.

Mamy nadzieję, że praca którą wkładamy w powstanie bloga oraz publikację informacji zostanie przyjęta z zainteresowaniem. Państwa opinie oraz odzew są dla nas niezwykle ważne.

Zapraszamy do odwiedzin, lektury oraz zadawania ewentualnych pytań.


Oparte na WordPress